co z tym życiem

 Witojcie!

Piszę po dość długiej nieobecności, w lato brakowało mi nieco przestrzeni w głowie, żeby coś sensownego napisać, więc piszę teraz, kiedy liście już powoli robią się żółte. W poście poruszę temat mojego osobistego wyboru studiów, czyli Architektury. 



 Wyżej wstawiam jeden z pierwszych szkiców, jedynie zarysów idei mojego tegosemestrowego projektu architektonicznego. Może być trochę tłem dla rozważań, dlaczego akurat Architektura.

Jak pisałam we wcześniejszym poście, interesuje mnie wiele rzeczy i tak było odkąd siebie pamiętam. W gimnazjum poważnie nastawiałam się na kierunek "Fizyka techniczna" na Wojskowej Akademii Technicznej, po drodze w pomysłach na życie przewinęło się także Położnictwo, Matematyka oraz śpiew operowy. Wszystkie te pomysły na siebie raczej nie wypaliły, z czego ostatecznie jestem zadowolona. Jakoś w połowie gimnazjum mój Tata podsunął mi myśli o Architekturze, jako niejakie połączenie wielu ciekawych rzeczy - matematyki, sztuki, historii, ogólnie pojętych potrzeb ludzkich. 

Z myślą o słuszności tego wyboru poszłam do liceum ogólnokształcącego, gdzie pierwszy rok był całkiem adekwatny do nazwy szkoły, a więc ogólny, a w drugim roku rozszerzałam matematykę i fizykę. Dzień przed rozpoczęciem trzeciej klasy obudziłam się z myślą, że w sumie to jest wspaniały pomysł zmienić sobie rozszerzenie z fizyki na historię sztuki, co też zrealizowałam. Kosztowało mnie to dość dużo pracy, bo samodzielnie musiałam opanować materiał z drugiej klasy, ale było to na tyle ciekawe, że przy tym świetnie się bawiłam. 

Również w trzeciej klasie co sobotę jeździłam do Gdańska na kurs przygotowujący do egzaminów wstępnych na Architekturę, także każdą sobotę miałam zajętą. Było to ciężkie doświadczenie, z kursu wracałam po południu i zawsze miałam dodatkowe zadania z rysunku do samodzielnej realizacji. Z całego serca mogę polecić miejsce w którym się uczyłam - Kuźnia Warsztaty Sztuki. Wiele stamtąd wyniosłam i nie żałuję czasu tam spędzonego.

Paradoksalnie moje życie towarzyskie w tamtym czasie kwitło, wiele sobotnich wieczorów spędzałam z paczką moich znajomych ze szkoły na imprezach organizowanych często o dziwo przeze mnie w moim domu. To był mocno szalony czas, po egzaminach wstępnych spędziłam bardzo szalone wakacje z udziałem mojej przyjaciółki Emilki, Fryderyka, jego brata, mojej siostry Zosi i jeszcze kilku osób, których jednak tu wymieniać nie będę. 

 
Wakacje przed rozpoczęciem studiów były właśnie w klimacie powyższego zdjęcia, podsumowując ten wątek.  Pierwszy semestr minął mi też całkiem miło, tu z kolei weekendami spotykałam się z Fryderykiem, raz w Gdańsku, raz w Warszawie, gdzie on studiuje, a raz w Grudziądzu, skąd pochodzimy. Mimochodem teraz zauważyłam, że post o pomyśle na siebie zmienił się trochę w kartkę z pamiętnika, ale chyba mam potrzebę o tym napisać. 
 
O samych studiach zrobię jeszcze oddzielnego posta, mianowicie o pierwszym roku studiowania Architektury na Politechnice Gdańskiej, tu chciałam napisać o tym, co się stało w moim życiu, że jestem na miejscu, na którym jestem. 
Semestr drugi był i jest dla mnie źródłem wielu wątpliwości, czy na pewno jestem na dobrym miejscu. Na szczęście zdałam sobie sprawę, co tak właściwie jest z tym moim miejscem nie tak i nie chodzi tu o kierunek, a o uczelnię. Mam nadzieję, że w pewnym momencie, który będzie sprzyjający, po prostu zrobię coś w sprawie rozwiązania tych spraw, ale na razie, eh, posiedzę jeszcze w gdańskim bagienku. Brzmi depresyjnie, ale o tym w innym poście. 
 
Z tą słusznością wyboru studiów to jest tak, że tak właściwie, uwaga szok, to wcale nie chcę być architektem. Po prostu nie lubię projektować. Jest to dość mocnym paradoksem, gdyż radzę sobie świetnie i nic nie wskazuje na to, że się do tego nie nadaję. Po wielu rozmowach, rozkminach i płaczkach doszło do mnie, że przecież nie muszę po tych studiach tylko projektować, jest cała gama możliwości, które po skończeniu Architektury się przede mną otworzą. Tak więc zostaję. 
 

 
Dodatkowym wątkiem niepasującym mi w życiu był ciągły i niezaspokojony popęd do historii, żałowałam nawet często, że nie poszłam na historię sztuki zamiast na "archi". Przy próbie rozwiązania tego problemu  stało się coś szalonego, a mianowicie zapisałam się na Historię Sztuki na Uniwersytecie Gdańskim. Co ciekawe, dostałam się na 15 miejscu na 50. Nie mam pojęcia, jak to sobie wyobrażam i czy sobie poradzę, ale tym prostym krokiem poczułam, że może spotkać mnie coś, co nareszcie zainteresuje mnie wystarczająco i satysfakcjonująco. Cóż, "to be continued" czy coś. 
 
W tym drugim semestrze też zaczęło brakować mi czegoś jeszcze - jestem ekstrawertyczką i kocham przygody, akcję, nieoczekiwane obroty spraw. Przez pandemię koronawirusa większość semestru przesiedzieliśmy z Fryderykiem nie robiąc nic szczególnie ekscytującego, nie mieliśmy przestrzeni na wydarzenia w klimacie zeszłego lata. Dodatkowo mieliśmy mnóstwo pracy i nie było nawet czasu, weekend nie różnił się specjalnie od tygodnia. Mamy postanowienie, że na następny semestr bardziej się postaramy o ciekawość i różnorodność  naszego życia.

Na zakończenie wstawię już gotową wizualizację mojego projektu. Niech będzie ona symbolem moich rozkmin. Charakter pracy z początku i tej różnią się znacznie, a jednak nadal do efektu potrzebna była ta bryła. Może w życiu też tak jest - że z tej samej, a nawet podobnej drogi, można znaleźć dojście do różnych miejsc? Liczę na to. 

Dzięki za uwagę i za przebrnięcie przez tekst, dobrej soboty! Ślę jesienne pozdrowienia!




 


Komentarze

Popularne posty