Kartka chwili - 24 października, 2020 roku

Spokój, wielki spokój, sobota po południu. Leżymy, wtulając w siebie swoje ciepła i czujemy spokój. Za oknem robi się szaro, drzewa przesłaniają widok, nasz prywatny spokój. Moje serce wypełnione jest spokojem - nigdzie już nie muszę iść, nigdzie nie muszę się zbierać, nie pójdę dziś na żaden autobus, mogę tu zostać, w tym naszym spokoju. Nie potrzebuję już martwić się o to, kiedy znów się uspokoję i znajdę ukojenie w cieple, bo nie wychodzę, zostaję. Piękne uczucie stałości i nieprzemijalności, przestrzeń między łzami w oku. Gęstość życia na stałym poziomie, wspólne gotowanie, jedzenie, troska o siebie, chodzenie na wieczorne spacery, sen, niczym niezmącony. Przestrzeń między nami - rozmowa, ze szczytów naszych osobowości schodzimy do doliny między nimi na wędrówkę.

On teraz śpi - bezpiecznie, przy mnie, przy swoim spokoju. W pokoju jest już ciemno, Warszawa żegna słońce. Kolejny dzień minął, dni są jak te muchy w bursztynie. Naszyjnik z muchą w bursztynie noszę w moim sercu. Jak pięknie i beztrosko, razem, razem w bezpieczeństwie nieodrzucenia i zrozumienia. Nie chcę już się rozstawać, nie chcę opuszczać tego metafizycznego stanu, gdzie między nami spokój. Czy znasz to uczucie, kiedy na środku pola kamień spada Ci z serca? Kiedy zostawiasz go na polu, a każdego następnego dnia przybiegasz boso na to pole by nad nim zatańczyć manifest lekkości? Ja wytańcowuję go w każdym gotowanym makaronie i parzonej herbacie. Nic więcej nie trzeba, niech moje pole będzie, niech wokół kamienia wyrosną kwiaty, które będę zrywać jako wdzięczność za pole. Dziękuję za pole, dziękuję za spokój, dziękuję za herbatę. Kocham i dziękuję. Kocham.



Komentarze

Popularne posty